Sfinansowano ze środków Funduszu Edukacji Finansowej, którego dysponentem jest Minister Finansów i Gospodarki. Realizatorem Zadania jest Fundacja Warszawski Instytut Bankowości.

Kradzież tożsamości i ochrona danych osobowych

Czy można ukraść twoją tożsamość? Czym to grozi?

Okazuje się że można i obecnie jest to dość poważne zagrożenie. Na szczęście możesz się przed tym zabezpieczyć. Kilka prostych zasad pozwoli ci uniknąć sporych kłopotów wynikających z kradzieży tożsamości.

Czym jest twoja cyfrowa tożsamość?

To dane osobowe, które pozwalają cię zidentyfikować – imię, nazwisko, PESEL, adres, imiona rodziców i inne informacje, które cię opisują. Jest wiele informacji, które pozwalają cię rozpoznać, nawet jeśli pojedynczo wydają się mało przydatne. Może to być numer telefonu, adres e-mail, zdjęcie, a nawet numer konta bankowego. Nie powinny one trafiać w niepowołane ręce.

Czym grozi utrata tożsamości?

Jeśli twoje dane trafią w ręce oszustów może dość do kradzieży tożsamości. Oznacza to, że ktoś będzie się pod ciebie podszywał, używając twoich danych. Jest to bardzo groźne. Na przykład taka osoba może wziąć kredyt na twoje nazwisko, uzyskać dostęp do twojego konta bankowego, czy zrobić zakupy twoim kosztem.

Pamiętaj!

Urząd Ochrony Danych Osobowych dba, by takie dane były odpowiednio chronione. Nie każdy ma prawo je zbierać i wykorzystywać, dlatego warto uważać, komu je podajesz.

Twoje dane osobowe znajdują się w bardzo wielu miejscach – są w urzędach, placówkach ochrony zdrowia, szkołach, zakładach pracy czy w sklepach internetowych. Nie zawsze masz wpływ na to, komu są przekazywane. Czasem zostają wykradzione przez hakerów – mówimy wtedy o wycieku danych.

Jak oszuści pozyskują nasze dane?

Zwykle podstępem. Podszywają się pod banki i urzędy. Uważaj na podejrzane wiadomości, które proszą o podanie danych lub kliknięcie w link.

Pamiętaj!

Banki ani urzędy nigdy nie poproszą o dane czy hasło przez telefon, SMS czy e-mail.

Czasami dane wyłudzane są pod pozorem udziału w konkursie czy loterii. Oszuści są bardzo pomysłowi i potrafią umieścić ogłoszenie z ofertą pracy i wyłudzać dane pod pozorem przygotowania umowy.

Uważaj też na to, co udostępniasz w internecie, szczególnie w mediach społecznościowych. Nie należy umieszczać tam zbyt wielu informacji o sobie, a szczególnie danych osobowych. Pamiętaj, że nawet jeśli skasujesz raz wprowadzone do sieci treści, to ktoś mógł je wcześniej skopiować. Warto też stosować różne hasła do różnych kont, żeby utrudnić dostęp oszustom.

Jak chronić swoje dane?

  1. Podawaj tylko te dane, które są potrzebne w konkretnej sytuacji. Jeśli nie wiesz, dlaczego ktoś prosi Cię o konkretną informację, sprawdź, do czego ma być wykorzystana, zanim ją udostępnisz. Zastanów się po co ktoś pyta np. o twój adres czy numer konta i do czego jest to potrzebne.
  2. Nie rób i nie udostępniaj nikomu zdjęć swoich dokumentów tożsamości – dowodu osobistego czy paszportu.
  3. Nie zostawiaj dokumentów jako zastaw, np. za wypożyczone narty czy kajak. Oszuści mogą je skopiować, wyrobić sobie fałszywe dokumenty i podawać się za ciebie.
  4. Niszcz papierowe dokumenty, zanim je wyrzucisz. Część osób nieuważnie wyrzuca do śmieci różne dokumenty zawierające dane osobowe, np. umowy albo wyciągi bankowe. Należy je zniszczyć, aby nikt nie mógł skopiować danych.
  5. Aktualizuj swój komputer i telefon, by utrudnić zadanie hakerom.

Jak bronić się przed wykorzystaniem twoich danych? Na szczęście jest kilka skutecznych rozwiązań.

  1. Możesz zastrzec swój numer PESEL. To bardzo prosta i skuteczna metoda przed nielegalnym wykorzystaniem twoich danych.

Jak to działa? Gdy zastrzeżesz PESEL instytucje finansowe (banki, SKOKi, firmy pożyczkowe) nie udzielą kredytu ani pożyczki. Zabezpieczy cię to przed podpisaniem umów notarialnych bez twojej wiedzy, a także przed skopiowaniem karty SIM. Zapobiega to wyłudzeniu karty SIM, co oszuści wykorzystują do autoryzacji przelewów. W każdej chwili możesz cofnąć to zastrzeżenie.

Jak to zrobić? Najprościej w aplikacji mObywatel lub w Urzędzie Gminy.

  1. Jeżeli zgubisz lub ukradną ci dokument tożsamości (dowód lub paszport), natychmiast zastrzeż go w banku.

Jak to działa? Banki mają własny system (Dokumenty Zastrzeżone), w którym sprawdzane są dokumenty klientów. Jeśli zastrzeżesz tam utracony dokument, to nikt już nie będzie mógł z niego skorzystać.

Jak to zrobić? Osobiście w placówce, w aplikacji banku lub dzwoniąc do banku.

Pamiętaj! Twoje dane to twoja własność – chroń je tak samo, jak pieniądze w portfelu.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Udostępnij na:

Udostępnij na LinkedInUdostępnij w serwisie X

Infografiki

Podcast wideo

Dlaczego warto prowadzić budżet osobisty - prof. Witold Orłowski

Transkrypcja filmu

Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!


Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.


Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.


Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.


Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.


Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.


Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.


Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.


Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.


Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.


Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.


Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.


Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.


Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.


Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?


Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.


Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...


Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.


Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.


Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.


Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...


Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.


Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?


Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.


Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.


Sprawdź nasze kalkulatory

Kalkulator procentu składanego

Kalkulator procentu składanego

Zobacz różnicę między procentem prostym a składanym i sprawdź, jak rośnie kapitał w czasie.

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.

Kradzież tożsamości i ochrona danych osobowych

Czy można ukraść twoją tożsamość? Czym to grozi?

Okazuje się że można i obecnie jest to dość poważne zagrożenie. Na szczęście możesz się przed tym zabezpieczyć. Kilka prostych zasad pozwoli ci uniknąć sporych kłopotów wynikających z kradzieży tożsamości.

Czym jest twoja cyfrowa tożsamość?

To dane osobowe, które pozwalają cię zidentyfikować – imię, nazwisko, PESEL, adres, imiona rodziców i inne informacje, które cię opisują. Jest wiele informacji, które pozwalają cię rozpoznać, nawet jeśli pojedynczo wydają się mało przydatne. Może to być numer telefonu, adres e-mail, zdjęcie, a nawet numer konta bankowego. Nie powinny one trafiać w niepowołane ręce.

Czym grozi utrata tożsamości?

Jeśli twoje dane trafią w ręce oszustów może dość do kradzieży tożsamości. Oznacza to, że ktoś będzie się pod ciebie podszywał, używając twoich danych. Jest to bardzo groźne. Na przykład taka osoba może wziąć kredyt na twoje nazwisko, uzyskać dostęp do twojego konta bankowego, czy zrobić zakupy twoim kosztem.

Pamiętaj!

Urząd Ochrony Danych Osobowych dba, by takie dane były odpowiednio chronione. Nie każdy ma prawo je zbierać i wykorzystywać, dlatego warto uważać, komu je podajesz.

Twoje dane osobowe znajdują się w bardzo wielu miejscach – są w urzędach, placówkach ochrony zdrowia, szkołach, zakładach pracy czy w sklepach internetowych. Nie zawsze masz wpływ na to, komu są przekazywane. Czasem zostają wykradzione przez hakerów – mówimy wtedy o wycieku danych.

Jak oszuści pozyskują nasze dane?

Zwykle podstępem. Podszywają się pod banki i urzędy. Uważaj na podejrzane wiadomości, które proszą o podanie danych lub kliknięcie w link.

Pamiętaj!

Banki ani urzędy nigdy nie poproszą o dane czy hasło przez telefon, SMS czy e-mail.

Czasami dane wyłudzane są pod pozorem udziału w konkursie czy loterii. Oszuści są bardzo pomysłowi i potrafią umieścić ogłoszenie z ofertą pracy i wyłudzać dane pod pozorem przygotowania umowy.

Uważaj też na to, co udostępniasz w internecie, szczególnie w mediach społecznościowych. Nie należy umieszczać tam zbyt wielu informacji o sobie, a szczególnie danych osobowych. Pamiętaj, że nawet jeśli skasujesz raz wprowadzone do sieci treści, to ktoś mógł je wcześniej skopiować. Warto też stosować różne hasła do różnych kont, żeby utrudnić dostęp oszustom.

Jak chronić swoje dane?

  1. Podawaj tylko te dane, które są potrzebne w konkretnej sytuacji. Jeśli nie wiesz, dlaczego ktoś prosi Cię o konkretną informację, sprawdź, do czego ma być wykorzystana, zanim ją udostępnisz. Zastanów się po co ktoś pyta np. o twój adres czy numer konta i do czego jest to potrzebne.
  2. Nie rób i nie udostępniaj nikomu zdjęć swoich dokumentów tożsamości – dowodu osobistego czy paszportu.
  3. Nie zostawiaj dokumentów jako zastaw, np. za wypożyczone narty czy kajak. Oszuści mogą je skopiować, wyrobić sobie fałszywe dokumenty i podawać się za ciebie.
  4. Niszcz papierowe dokumenty, zanim je wyrzucisz. Część osób nieuważnie wyrzuca do śmieci różne dokumenty zawierające dane osobowe, np. umowy albo wyciągi bankowe. Należy je zniszczyć, aby nikt nie mógł skopiować danych.
  5. Aktualizuj swój komputer i telefon, by utrudnić zadanie hakerom.

Jak bronić się przed wykorzystaniem twoich danych? Na szczęście jest kilka skutecznych rozwiązań.

  1. Możesz zastrzec swój numer PESEL. To bardzo prosta i skuteczna metoda przed nielegalnym wykorzystaniem twoich danych.

Jak to działa? Gdy zastrzeżesz PESEL instytucje finansowe (banki, SKOKi, firmy pożyczkowe) nie udzielą kredytu ani pożyczki. Zabezpieczy cię to przed podpisaniem umów notarialnych bez twojej wiedzy, a także przed skopiowaniem karty SIM. Zapobiega to wyłudzeniu karty SIM, co oszuści wykorzystują do autoryzacji przelewów. W każdej chwili możesz cofnąć to zastrzeżenie.

Jak to zrobić? Najprościej w aplikacji mObywatel lub w Urzędzie Gminy.

  1. Jeżeli zgubisz lub ukradną ci dokument tożsamości (dowód lub paszport), natychmiast zastrzeż go w banku.

Jak to działa? Banki mają własny system (Dokumenty Zastrzeżone), w którym sprawdzane są dokumenty klientów. Jeśli zastrzeżesz tam utracony dokument, to nikt już nie będzie mógł z niego skorzystać.

Jak to zrobić? Osobiście w placówce, w aplikacji banku lub dzwoniąc do banku.

Pamiętaj! Twoje dane to twoja własność – chroń je tak samo, jak pieniądze w portfelu.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Udostępnij na:

Udostępnij na LinkedInUdostępnij w serwisie X

Infografiki

Podcast wideo

Dlaczego warto prowadzić budżet osobisty - prof. Witold Orłowski

Transkrypcja filmu

Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!


Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.


Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.


Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.


Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.


Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.


Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.


Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.


Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.


Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.


Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.


Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.


Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.


Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.


Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?


Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.


Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...


Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.


Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.


Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.


Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...


Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.


Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?


Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.


Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.


Sprawdź nasze kalkulatory

Kalkulator procentu składanego

Kalkulator procentu składanego

Zobacz różnicę między procentem prostym a składanym i sprawdź, jak rośnie kapitał w czasie.

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.

Sfinansowano ze środków Funduszu Edukacji Finansowej, którego dysponentem jest Minister Finansów i Gospodarki. Realizatorem Zadania jest Fundacja Warszawski Instytut Bankowości.

Otwiera zewnętrzny link.