Sfinansowano ze środków Funduszu Edukacji Finansowej, którego dysponentem jest Minister Finansów i Gospodarki. Realizatorem Zadania jest Fundacja Warszawski Instytut Bankowości.

Wydatki

„Przecież nic dużego nie kupowałem”, „gdzie właściwie zniknęły moje pieniądze?” – zdarzyło Ci się kiedyś zadać sobie takie pytanie, kiedy na koncie było mniej pieniędzy niż wg ciebie powinno być?

Codzienne wydatki są naturalną częścią życia. Robimy zakupy, opłacamy rachunki za media i korzystamy z różnych usług. Problem w tym, że pojedyncze kwoty często wydają się niewielkie, dlatego łatwo je przeoczyć. Dopiero pod koniec miesiąca okazuje się, że wydaliśmy więcej, niż planowaliśmy. Najczęściej nie odpowiada za to jeden duży wydatek, do którego z reguły podchodzimy z namysłem, ale wiele drobnych decyzji podejmowanych każdego dnia.

W wielu przypadkach problemem nie jest brak kontroli, ale brak świadomości. Jeśli nie przyglądasz się regularnie swoim wydatkom, trudno zauważyć, które z nich mają największy wpływ na budżet. Tymczasem nawet niewielkie zmiany w codziennych nawykach mogą z czasem przynieść w nieodległej przyszłości zauważalne efekty.

W ramach tematu o wydatkach pokażemy Ci, jak podejść do nich w bardziej świadomy sposób. Dowiesz się, jak na co dzień śledzić i kontrolować swoje wydatki oraz jakie metody sprawdzają się w praktyce. Zobaczysz także, jak dopasować je do własnych potrzeb, tak aby zarządzanie pieniędzmi nie było uciążliwym obowiązkiem.

Przyjrzymy się również zakupom impulsywnym, czyli sytuacjom, w których decyzje podejmujemy pod wpływem emocji, okazji lub chwili. Pokażemy ci, jak rozpoznawać takie zachowania i ograniczać ich wpływ na twój budżet, bez rezygnowania ze wszystkich przyjemności.

Wyjaśnimy także, czym jest usługa odroczonej płatności (BNPL, a jęz. ang. buy now, pay later, tj. „kup teraz zapłać później”) i kiedy może być pomocna, a kiedy zaczyna być ryzykowna. Dowiesz się, jak korzystać z takich rozwiązań w sposób odpowiedzialny, aby nie prowadziły do wydawania większych kwot, niż pierwotnie to było przez ciebie zaplanowane.

Dzięki temu łatwiej będzie ci rozpoznać, które obszary obciążają najbardziej twój budżet i gdzie najprościej coś zmienić.

Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Obejrzyj film

Wydatki bez kontroli – błąd, który kosztuje

Transkrypcja filmu

Znasz to uczucie, kiedy pod koniec miesiąca zaglądasz na konto i zastanawiasz się: „gdzie zniknęły moje pieniądze?” Może to wynik jakiegoś błędu, może atak hakerski, a może magiczna sztuczka?

Nie. To nie magia. To też nie ogromna góra lodowa, czyli duże, zaplanowane wydatki. To prawdopodobnie „efekt drobnych wycieków”, które drenują konto i portfel. Gdzie tkwi błąd? Przyjrzyjmy się 5 grzechom głównym naszych finansów:

● Po pierwsze strategia „na strusia”. Co to oznacza? Nie sprawdzasz wydatków, bo boisz się konfrontacji z prawdą. Pamiętaj jednak, że brak kontroli nie sprawi, że koszty znikną. Nie chowaj głowy w piasek – przyjrzyj się wydatkom. To uświadomi ci, co możesz zmienić.

● Po drugie „drobnostki” – 10 zł, 20 zł, 35 zł. Niby niewiele. To nie luksusowe jachty rujnują budżet, ale kawa na mieście, batoniki przy kasie i subskrypcje, o których dawno zapomniałeś. Jeden przeciek nie zatopi statku, ale dziesięć małych dziurek już tak.

● Po trzecie „zakupy impulsywne” – dodatkowe słodycze przy kasie, promocje typu „3 w cenie 2” To finansowy odpowiednik jedzenia fast foodu. Chwila przyjemności, a potem zgaga... w historii transakcji. Nie zapisuj danych karty w sklepach online. To da ci chwilę na przemyślenie i zmianę decyzji.

● Po czwarte magia „Kup teraz, zapłać później”, czyli odroczone płatności. To psychologiczna pułapka. Wydaje Ci się, że towar jest darmowy, bo portfel jeszcze nie schudł. Ale pamiętaj: „później” zawsze nadchodzi. I zazwyczaj ma bardzo konkretną datę.

● I po piąte brak kontroli. Jeśli nie wiesz, ile wydajesz na jedzenie, a ile na zachcianki, nie zarządzasz pieniędzmi.

A ty? Co ostatnio kupiłeś pod wpływem impulsu? Co patrzy na Ciebie z wyrzutem sumienia z dna szafy? Wydatki bez kontroli kosztują więcej niż ci się wydaje. Nie bądź widzem! Zostań reżyserem swojego finansowego bezpieczeństwa.

Dbaj o finanse - to się opłaca!

Obejrzyj film

Zakupy impulsywne – błąd, który kosztuje

Transkrypcja filmu

Zdarza ci się robić zakupy na obiad i wyjść z nową patelnią grillową, zestawem kolorowych skarpetek i poczuciem winy? To klasyczne zakupy impulsywne – mechanizm, w którym decyzje podejmujesz pod wpływem emocji, a nie realnych potrzeb.

Wrzutki do koszyka „przy okazji” wydają się niewinne. Z drobnych kwot jednak tworzy się znacząca suma, która uszczupla budżet. Jak skutecznie przejąć kontrolę nad złymi nawykami?

● Zrób listę zakupów. Zanim wrzucisz do koszyka nieplanowaną rzecz, daj sobie czas na ochłonięcie. Niemal zawsze okazuje się, że to, co skusiło, wcale nie jest ci potrzebne. Twoją tarczą w sklepie jest lista zakupów – skupiasz się wtedy na realizacji zadania, zamiast skanować promocje. I nie rób zakupów „na głodnego”!

● Wypisz się. Z nieużywanych subskrypcji i newsletterów. Jeśli nie zobaczysz reklamy, nie poczujesz presji, że coś cię omija.

● Odepnij kartę płatniczą od kont w sklepach internetowych. Konieczność ręcznego wpisywania danych da ci czas na zadanie sobie pytania: „Czy ja tego naprawdę potrzebuję?”.

● Stwórz wentyl bezpieczeństwa. Wyznacz w swoim miesięcznym budżecie stałą kwotę na tak zwane „zachcianki”. Gdy ją wydasz – limit się kończy.

A Ty? Jesteś mistrzem kalkulacji z listą zakupów w ręku, czy często ulegasz magii „promocji przy kasie”? Świadome planowanie wydatków nie jest ograniczeniem twojej wolności – to droga do bezpiecznego zarządzania budżetem.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Infografiki

Podcast wideo

Dlaczego warto prowadzić budżet osobisty - prof. Witold Orłowski

Transkrypcja filmu

Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!


Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.


Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.


Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.


Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.


Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.


Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.


Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.


Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.


Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.


Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.


Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.


Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.


Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.


Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?


Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.


Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...


Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.


Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.


Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.


Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...


Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.


Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?


Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.


Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.


Sprawdź nasze kalkulatory

Kalkulator budżetu osobistego

Kalkulator budżetu osobistego

Wpisz dochody, wydatki i oszczędności a my policzymy, ile naprawdę zostaje Ci na koniec miesiąca.

Kalkulator odsetek

Kalkulator odsetek

Policz, zanim otworzysz lokatę

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.

Kalkulator procentu składanego

Kalkulator procentu składanego

Zobacz różnicę między procentem prostym a składanym i sprawdź, jak rośnie kapitał w czasie.

Wydatki

„Przecież nic dużego nie kupowałem”, „gdzie właściwie zniknęły moje pieniądze?” – zdarzyło Ci się kiedyś zadać sobie takie pytanie, kiedy na koncie było mniej pieniędzy niż wg ciebie powinno być?

Codzienne wydatki są naturalną częścią życia. Robimy zakupy, opłacamy rachunki za media i korzystamy z różnych usług. Problem w tym, że pojedyncze kwoty często wydają się niewielkie, dlatego łatwo je przeoczyć. Dopiero pod koniec miesiąca okazuje się, że wydaliśmy więcej, niż planowaliśmy. Najczęściej nie odpowiada za to jeden duży wydatek, do którego z reguły podchodzimy z namysłem, ale wiele drobnych decyzji podejmowanych każdego dnia.

W wielu przypadkach problemem nie jest brak kontroli, ale brak świadomości. Jeśli nie przyglądasz się regularnie swoim wydatkom, trudno zauważyć, które z nich mają największy wpływ na budżet. Tymczasem nawet niewielkie zmiany w codziennych nawykach mogą z czasem przynieść w nieodległej przyszłości zauważalne efekty.

W ramach tematu o wydatkach pokażemy Ci, jak podejść do nich w bardziej świadomy sposób. Dowiesz się, jak na co dzień śledzić i kontrolować swoje wydatki oraz jakie metody sprawdzają się w praktyce. Zobaczysz także, jak dopasować je do własnych potrzeb, tak aby zarządzanie pieniędzmi nie było uciążliwym obowiązkiem.

Przyjrzymy się również zakupom impulsywnym, czyli sytuacjom, w których decyzje podejmujemy pod wpływem emocji, okazji lub chwili. Pokażemy ci, jak rozpoznawać takie zachowania i ograniczać ich wpływ na twój budżet, bez rezygnowania ze wszystkich przyjemności.

Wyjaśnimy także, czym jest usługa odroczonej płatności (BNPL, a jęz. ang. buy now, pay later, tj. „kup teraz zapłać później”) i kiedy może być pomocna, a kiedy zaczyna być ryzykowna. Dowiesz się, jak korzystać z takich rozwiązań w sposób odpowiedzialny, aby nie prowadziły do wydawania większych kwot, niż pierwotnie to było przez ciebie zaplanowane.

Dzięki temu łatwiej będzie ci rozpoznać, które obszary obciążają najbardziej twój budżet i gdzie najprościej coś zmienić.

Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Obejrzyj film

Wydatki bez kontroli – błąd, który kosztuje

Transkrypcja filmu

Znasz to uczucie, kiedy pod koniec miesiąca zaglądasz na konto i zastanawiasz się: „gdzie zniknęły moje pieniądze?” Może to wynik jakiegoś błędu, może atak hakerski, a może magiczna sztuczka?

Nie. To nie magia. To też nie ogromna góra lodowa, czyli duże, zaplanowane wydatki. To prawdopodobnie „efekt drobnych wycieków”, które drenują konto i portfel. Gdzie tkwi błąd? Przyjrzyjmy się 5 grzechom głównym naszych finansów:

● Po pierwsze strategia „na strusia”. Co to oznacza? Nie sprawdzasz wydatków, bo boisz się konfrontacji z prawdą. Pamiętaj jednak, że brak kontroli nie sprawi, że koszty znikną. Nie chowaj głowy w piasek – przyjrzyj się wydatkom. To uświadomi ci, co możesz zmienić.

● Po drugie „drobnostki” – 10 zł, 20 zł, 35 zł. Niby niewiele. To nie luksusowe jachty rujnują budżet, ale kawa na mieście, batoniki przy kasie i subskrypcje, o których dawno zapomniałeś. Jeden przeciek nie zatopi statku, ale dziesięć małych dziurek już tak.

● Po trzecie „zakupy impulsywne” – dodatkowe słodycze przy kasie, promocje typu „3 w cenie 2” To finansowy odpowiednik jedzenia fast foodu. Chwila przyjemności, a potem zgaga... w historii transakcji. Nie zapisuj danych karty w sklepach online. To da ci chwilę na przemyślenie i zmianę decyzji.

● Po czwarte magia „Kup teraz, zapłać później”, czyli odroczone płatności. To psychologiczna pułapka. Wydaje Ci się, że towar jest darmowy, bo portfel jeszcze nie schudł. Ale pamiętaj: „później” zawsze nadchodzi. I zazwyczaj ma bardzo konkretną datę.

● I po piąte brak kontroli. Jeśli nie wiesz, ile wydajesz na jedzenie, a ile na zachcianki, nie zarządzasz pieniędzmi.

A ty? Co ostatnio kupiłeś pod wpływem impulsu? Co patrzy na Ciebie z wyrzutem sumienia z dna szafy? Wydatki bez kontroli kosztują więcej niż ci się wydaje. Nie bądź widzem! Zostań reżyserem swojego finansowego bezpieczeństwa.

Dbaj o finanse - to się opłaca!

Obejrzyj film

Zakupy impulsywne – błąd, który kosztuje

Transkrypcja filmu

Zdarza ci się robić zakupy na obiad i wyjść z nową patelnią grillową, zestawem kolorowych skarpetek i poczuciem winy? To klasyczne zakupy impulsywne – mechanizm, w którym decyzje podejmujesz pod wpływem emocji, a nie realnych potrzeb.

Wrzutki do koszyka „przy okazji” wydają się niewinne. Z drobnych kwot jednak tworzy się znacząca suma, która uszczupla budżet. Jak skutecznie przejąć kontrolę nad złymi nawykami?

● Zrób listę zakupów. Zanim wrzucisz do koszyka nieplanowaną rzecz, daj sobie czas na ochłonięcie. Niemal zawsze okazuje się, że to, co skusiło, wcale nie jest ci potrzebne. Twoją tarczą w sklepie jest lista zakupów – skupiasz się wtedy na realizacji zadania, zamiast skanować promocje. I nie rób zakupów „na głodnego”!

● Wypisz się. Z nieużywanych subskrypcji i newsletterów. Jeśli nie zobaczysz reklamy, nie poczujesz presji, że coś cię omija.

● Odepnij kartę płatniczą od kont w sklepach internetowych. Konieczność ręcznego wpisywania danych da ci czas na zadanie sobie pytania: „Czy ja tego naprawdę potrzebuję?”.

● Stwórz wentyl bezpieczeństwa. Wyznacz w swoim miesięcznym budżecie stałą kwotę na tak zwane „zachcianki”. Gdy ją wydasz – limit się kończy.

A Ty? Jesteś mistrzem kalkulacji z listą zakupów w ręku, czy często ulegasz magii „promocji przy kasie”? Świadome planowanie wydatków nie jest ograniczeniem twojej wolności – to droga do bezpiecznego zarządzania budżetem.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Infografiki

Podcast wideo

Dlaczego warto prowadzić budżet osobisty - prof. Witold Orłowski

Transkrypcja filmu

Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!


Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.


Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.


Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.


Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.


Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.


Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.


Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.


Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.


Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.


Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.


Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.


Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.


Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.


Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?


Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.


Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...


Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.


Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.


Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.


Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...


Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.


Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?


Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.


Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.


Sprawdź nasze kalkulatory

Kalkulator budżetu osobistego

Kalkulator budżetu osobistego

Wpisz dochody, wydatki i oszczędności a my policzymy, ile naprawdę zostaje Ci na koniec miesiąca.

Kalkulator odsetek

Kalkulator odsetek

Policz, zanim otworzysz lokatę

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.

Kalkulator procentu składanego

Kalkulator procentu składanego

Zobacz różnicę między procentem prostym a składanym i sprawdź, jak rośnie kapitał w czasie.

Podtematy w tym temacie

Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony

Podtematy w tym temacie

Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony

Sprawdź pozostałe tematy

Tworzenie budżetu osobistego/domowego

Sprawdź

Rachunki / Środki płatnicze

Sprawdź

Zobacz wszystkie tematy

Sprawdź pozostałe tematy

Tworzenie budżetu osobistego/domowego

Sprawdź

Rachunki / Środki płatnicze

Sprawdź

Zobacz wszystkie tematy

Wypełnij ankietę

Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.

Wypełnij ankietę

Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.

Sfinansowano ze środków Funduszu Edukacji Finansowej, którego dysponentem jest Minister Finansów i Gospodarki. Realizatorem Zadania jest Fundacja Warszawski Instytut Bankowości.

Otwiera zewnętrzny link.