Kiedy długi przejmują kontrolę – błąd, który kosztuje
czytaj więcej
Szybki wybór podtematu:
Szybki wybór podtematu:
Sytuacje mogące wpływać negatywnie na finanse osobiste
Takie wydarzenia wpływają nie tylko na życie osobiste, ale również na twoje finanse. To właśnie wtedy okazuje się, jak ważne jest przygotowanie na nieprzewidziane zdarzenia i umiejętność szybkiego dostosowania się do nowej sytuacji.
Nie wszystkie konsekwencje finansowe takich zdarzeń widać od razu. Część problemów pojawia się dopiero po czasie, gdy trzeba zmierzyć się z dodatkowymi wydatkami, spadkiem dochodów lub koniecznością podjęcia ważnych decyzji finansowych pod presją braku pieniędzy. Dlatego lepiej wiedzieć wcześniej, które sytuacje niosą największe ryzyko i jak ograniczać ich skutki.
Pokażemy ci w ramach tego tematu, jakie zdarzenia najczęściej wpływają negatywnie na finanse osobiste i z jakimi konsekwencjami mogą się wiązać. Przyjrzymy się sytuacjom takim jak utrata pracy, rozwód czy utrata bliskiej osoby oraz temu, jak mogą one zmienić codzienne funkcjonowanie i sposób zarządzania pieniędzmi.
Zobaczysz także, jak przygotować się na sytuacje związane z chorobą lub nieszczęśliwym wypadkiem oraz jakie rozwiązania mogą pomóc ograniczyć ich negatywne skutki finansowe. Wyjaśnimy również, jak radzić sobie w przypadku sporów dotyczących produktów finansowych czy problemów z ubezpieczycielem.
Zwrócimy uwagę na ryzyko nadmiernego zadłużenia oraz sytuacje, w których dług zaczyna wymykać się spod kontroli. Pokażemy także, jakie zagrożenia wiążą się z oszustwami finansowymi na co warto uważać, aby nie stać się ich ofiarą.
Dzięki temu łatwiej rozpoznasz potencjalne zagrożenia i lepiej przygotujesz się na różne scenariusze. Nawet jeśli nie da się uniknąć wszystkich trudnych sytuacji, można ograniczyć ich negatywny wpływ na twoją sytuację finansową i szybciej odzyskać równowagę.
Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Trudne zmiany w życiu osobistym potrafią spaść na nas jak grom z jasnego nieba. Nagła utrata kogoś bliskiego, pracy, poważna choroba to wielkie wyzwania, także dla domowego budżetu. Nie sposób ich przewidzieć, ale to, co z nimi zrobisz, ma znaczenie dla ciebie i twojego jutra. Czego unikać w obliczu życiowego zakrętu?
● Po pierwsze: Strategia „jakoś to będzie”. Gdy pojawiają się pierwsze symptomy kłopotów, natychmiastowe cięcie zbędnych kosztów to twój obowiązek. Brak szybkiej reakcji sprawi, że skutki zaniedbań zobaczysz dopiero po czasie, gdy budżet będzie już mocno uszczuplony. Bądź mądry przed, a nie po szkodzie.
● Po drugie: Pętla drogich pożyczek. W chwilach stresu i presji łatwo ulec pokusie szybkich, łatwo dostępnych pożyczek i chwilówek. Mogą sprawić, że wpadniesz w niebezpieczną spiralę zadłużenia, z której wychodzi się latami.
● Po trzecie: Ignorowanie dostępnej pomocy. Wiele osób próbuje samodzielnie poradzić sobie z problemami finansowymi tak długo, aż sytuacja staje się podbramkowa. Warto reagować wcześniej – skontaktować się z wierzycielem lub poszukać bezpłatnej pomocy w instytucjach i organizacjach zajmujących się wsparciem osób w trudnej sytuacji finansowej.
A Ty? Masz piorunochron na wypadek gromów z jasnego nieba? Zbuduj plan awaryjny i minimalizuj ryzyko błędów. To pozwoli odzyskać upragnioną stabilność i sprawi, że wyjdzie słońce.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Czy zdarza się tak, że twoje zobowiązania zaczynają żyć własnym życiem? To efekt konkretnych błędów, przez które długi przejmują kontrolę na budżetem. Nadmierne zadłużenie nie pojawia się nagle. Zwykle wcześniej wysyła sygnały ostrzegawcze, których pod żadnym pozorem nie możesz ignorować.
A ty? Reagujesz na pierwsze sygnały ostrzegawcze, czy chowasz głowę w piasek i udajesz, że kolejna rata „jakoś sama się spłaci”?
Weź kartkę i spisz wszystkie zobowiązania: komu, ile i do kiedy musisz oddać.
Następnie ułóż je tak, aby w pierwszej kolejności spłacać te, które mają najwyższe odsetki i kosztują cię najwięcej. Oddziel też wydatki niezbędne od zachcianek i te drugie ogranicz. Regularna kontrola finansów to najlepszy sposób na szybsze wychodzenie z długów.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Infografiki
Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!
Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.
Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.
Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.
Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.
Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.
Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.
Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.
Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.
Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.
Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.
Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.
Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.
Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.
Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?
Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.
Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...
Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.
Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.
Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.
Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...
Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.
Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?
Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.
Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.
Sytuacje mogące wpływać negatywnie na finanse osobiste
Takie wydarzenia wpływają nie tylko na życie osobiste, ale również na twoje finanse. To właśnie wtedy okazuje się, jak ważne jest przygotowanie na nieprzewidziane zdarzenia i umiejętność szybkiego dostosowania się do nowej sytuacji.
Nie wszystkie konsekwencje finansowe takich zdarzeń widać od razu. Część problemów pojawia się dopiero po czasie, gdy trzeba zmierzyć się z dodatkowymi wydatkami, spadkiem dochodów lub koniecznością podjęcia ważnych decyzji finansowych pod presją braku pieniędzy. Dlatego lepiej wiedzieć wcześniej, które sytuacje niosą największe ryzyko i jak ograniczać ich skutki.
Pokażemy ci w ramach tego tematu, jakie zdarzenia najczęściej wpływają negatywnie na finanse osobiste i z jakimi konsekwencjami mogą się wiązać. Przyjrzymy się sytuacjom takim jak utrata pracy, rozwód czy utrata bliskiej osoby oraz temu, jak mogą one zmienić codzienne funkcjonowanie i sposób zarządzania pieniędzmi.
Zobaczysz także, jak przygotować się na sytuacje związane z chorobą lub nieszczęśliwym wypadkiem oraz jakie rozwiązania mogą pomóc ograniczyć ich negatywne skutki finansowe. Wyjaśnimy również, jak radzić sobie w przypadku sporów dotyczących produktów finansowych czy problemów z ubezpieczycielem.
Zwrócimy uwagę na ryzyko nadmiernego zadłużenia oraz sytuacje, w których dług zaczyna wymykać się spod kontroli. Pokażemy także, jakie zagrożenia wiążą się z oszustwami finansowymi na co warto uważać, aby nie stać się ich ofiarą.
Dzięki temu łatwiej rozpoznasz potencjalne zagrożenia i lepiej przygotujesz się na różne scenariusze. Nawet jeśli nie da się uniknąć wszystkich trudnych sytuacji, można ograniczyć ich negatywny wpływ na twoją sytuację finansową i szybciej odzyskać równowagę.
Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Trudne zmiany w życiu osobistym potrafią spaść na nas jak grom z jasnego nieba. Nagła utrata kogoś bliskiego, pracy, poważna choroba to wielkie wyzwania, także dla domowego budżetu. Nie sposób ich przewidzieć, ale to, co z nimi zrobisz, ma znaczenie dla ciebie i twojego jutra. Czego unikać w obliczu życiowego zakrętu?
● Po pierwsze: Strategia „jakoś to będzie”. Gdy pojawiają się pierwsze symptomy kłopotów, natychmiastowe cięcie zbędnych kosztów to twój obowiązek. Brak szybkiej reakcji sprawi, że skutki zaniedbań zobaczysz dopiero po czasie, gdy budżet będzie już mocno uszczuplony. Bądź mądry przed, a nie po szkodzie.
● Po drugie: Pętla drogich pożyczek. W chwilach stresu i presji łatwo ulec pokusie szybkich, łatwo dostępnych pożyczek i chwilówek. Mogą sprawić, że wpadniesz w niebezpieczną spiralę zadłużenia, z której wychodzi się latami.
● Po trzecie: Ignorowanie dostępnej pomocy. Wiele osób próbuje samodzielnie poradzić sobie z problemami finansowymi tak długo, aż sytuacja staje się podbramkowa. Warto reagować wcześniej – skontaktować się z wierzycielem lub poszukać bezpłatnej pomocy w instytucjach i organizacjach zajmujących się wsparciem osób w trudnej sytuacji finansowej.
A Ty? Masz piorunochron na wypadek gromów z jasnego nieba? Zbuduj plan awaryjny i minimalizuj ryzyko błędów. To pozwoli odzyskać upragnioną stabilność i sprawi, że wyjdzie słońce.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Czy zdarza się tak, że twoje zobowiązania zaczynają żyć własnym życiem? To efekt konkretnych błędów, przez które długi przejmują kontrolę na budżetem. Nadmierne zadłużenie nie pojawia się nagle. Zwykle wcześniej wysyła sygnały ostrzegawcze, których pod żadnym pozorem nie możesz ignorować.
A ty? Reagujesz na pierwsze sygnały ostrzegawcze, czy chowasz głowę w piasek i udajesz, że kolejna rata „jakoś sama się spłaci”?
Weź kartkę i spisz wszystkie zobowiązania: komu, ile i do kiedy musisz oddać.
Następnie ułóż je tak, aby w pierwszej kolejności spłacać te, które mają najwyższe odsetki i kosztują cię najwięcej. Oddziel też wydatki niezbędne od zachcianek i te drugie ogranicz. Regularna kontrola finansów to najlepszy sposób na szybsze wychodzenie z długów.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Infografiki
Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!
Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.
Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.
Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.
Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.
Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.
Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.
Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.
Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.
Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.
Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.
Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.
Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.
Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.
Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?
Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.
Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...
Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.
Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.
Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.
Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...
Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.
Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?
Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.
Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.
Kalkulator poduszki bezpieczeństwa
Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.
Kalkulator budżetu osobistego
Wpisz dochody, wydatki i oszczędności a my policzymy, ile naprawdę zostaje Ci na koniec miesiąca.
Kalkulator procentu składanego
Zobacz różnicę między procentem prostym a składanym i sprawdź, jak rośnie kapitał w czasie.
Kalkulator odsetek
Policz, zanim otworzysz lokatę
Podtematy w tym temacie
Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony
Podtematy w tym temacie
Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony
Wypełnij ankietę
Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.
Wypełnij ankietę
Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.
Pytanie 1 z 5
(1 - Bardzo źle, 5 - Bardzo dobrze)
Pytanie 1 z 5
(1 - Bardzo źle, 5 - Bardzo dobrze)