Wiarygodność firmy pożyczkowej – błąd, który kosztuje
czytaj więcej
Szybki wybór podtematu:
Szybki wybór podtematu:
Pożyczka
Łatwość uzyskania dodatkowych środków finansowych nie oznacza jednak, że każda oferta będzie korzystna. Im szybciej podejmowana jest decyzja, tym większe ryzyko przeoczenia kosztów, warunków spłaty lub innych ważnych informacji.
Pożyczka może być pomocnym rozwiązaniem, ale warto pamiętać, że poszczególne oferty mogą znacząco się od siebie różnić. Inaczej wygląda pożyczka udzielana przez bank lub SKOK, inaczej przez instytucję pożyczkową, a jeszcze inaczej przez osobę prywatną. Różnice dotyczą nie tylko zasad udzielania, ale także kosztów, poziomu ochrony oraz odpowiedzialności stron.
W ramach tego tematu pokażemy ci więc, jak podejść do kwestii zaciągania pożyczek w sposób bardziej świadomy. Wyjaśnimy, odsetki i koszty pozaodsetkowe wpływają na całkowity koszt pożyczki.
Dowiesz się również, czym jest Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO) i dlaczego pomaga porównywać różne oferty pożyczek. Przyjrzymy się najważniejszym elementom umowy oraz dokumentom przekazywanym przed jej zawarciem, aby łatwiej było zrozumieć warunki, na które się zgadzasz.
Wyjaśnimy ci także, jak ocenić wiarygodność instytucji pożyczkowej i na co zwracać uwagę przed podjęciem decyzji o jej zaciągnięciu. Pokażemy również jak sprawdza się, czy firma znajduje się w rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego.
Poruszymy temat odpowiedzialnego korzystania z pożyczek oraz problemów ze spłatą zobowiązań. Dowiesz się, gdzie można szukać wsparcia i jakie działania mogą pomóc uporządkować sytuację finansową, gdy pojawią się trudności w jej spłacie.
Dzięki temu łatwiej będzie Ci korzystać z pożyczek w sposób bardziej bezpieczny, świadomy i dopasowany do własnych możliwości finansowych.
Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Szybka decyzja, minimum formalności i pieniądze dostępne niemal od ręki, czyli oferta jak złoto. Pamiętaj jednak, że łatwość uzyskania pożyczki nie mówi nic o jej kosztach ani warunkach. To znajdziesz w umowie, a jeśli jej nie przeczytasz, możesz słono przepłacić… Jakie błędy bywają kosztowne?
● Po pierwsze: Koszty pozaodsetkowe i RRSO. Pożyczka może zachęcać bardzo niskim oprocentowaniem, ale jej prawdziwy koszt generują koszty pozaodsetkowe, na przykład prowizja za udzielenie pożyczki. Wskaźnikiem, który pokazuje całkowity roczny koszt i pozwala porównać ze sobą oferty, jest RRSO. Jeśli go ignorujesz, kupujesz kota w worku.
● Po drugie: Podpisywanie dokumentów w ciemno. Branie pożyczki tylko dlatego, że „dają od ręki”, bez przeczytania i zrozumienia warunków umowy, to duże ryzyko. Przed podjęciem decyzji sprawdź, czy firma znajduje się w rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego.
● Po trzecie: Brak planu spłaty i ignorowanie sygnałów. Zanim podpiszesz umowę, zastanów się z czego spłacisz zobowiązanie. Jeśli pojawiają się trudności, nie czekaj na cud – to sygnał do natychmiastowej reakcji – jak najszybciej skontaktuj się z pożyczkodawcą i omów możliwe rozwiązania.
A Ty? Znasz mechanizmy „łatwych pieniędzy” i jeśli ktoś kusi cię takim hasłem jesteś szczególnie czujny? Sięgaj po pożyczki wyłącznie wtedy, gdy są ci absolutnie niezbędne i masz stuprocentową pewność, że twój miesięczny budżet udźwignie nowy ciężar.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Ulotka w skrzynce pocztowej, ogłoszenie na słupie, reklama w internecie z hasłem „pieniądze od ręki”. W sytuacji nagłej potrzeby finansowej łatwo ulec pokusie. Zanim jednak zdecydujesz się na pożyczkę, sprawdź wiarygodność pożyczkodawcy i warunki oferty.
Wiarygodna firma gra w otwarte karty: jasno informuje o kosztach, bada zdolność kredytową i umożliwia odstąpienie od umowy w ciągu 14 dni. Nieuczciwe podmioty stosują zawiłe kruczki, byle ominąć ustawowe limity kosztów pożyczki. Jak prześwietlić firmę przed podpisaniem umowy?
● Podstawa, czyli Rejestr KNF. Zanim podasz swoje dane, wejdź do Rejestru Instytucji Pożyczkowych prowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Legalna firma musi mieć oznaczenie „Wpisany”. Brak wpisu oznacza nielegalną działalność – natychmiast zerwij kontakt.
● Sprawdź ostrzeżenia UOKiK. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów regularnie publikuje ostrzeżenia przed podmiotami, które rażąco naruszają interesy klientów. Warto też sprawdzić opinie w sieci.
● Uważaj na brak weryfikacji. Slogany typu „Pożyczka bez Biura Informacji Kredytowej” czy „Gotówka od zaraz dla każdego” to mit. Ustawa o kredycie konsumenckim nakłada na firmy obowiązek badania historii kredytowej. Jeśli ktoś reklamuje brak oceny ryzyka, z pewnością odbije to sobie w ukrytych kosztach.
A Ty? Sprawdzasz legalność firmy przed podjęciem decyzji, czy wierzysz na słowo reklamowym obietnicom? Bądź świadomym konsumentem. Sprawdzenie wiarygodności firmy zajmuje chwilę – znajdź ją i bądź mądry przed szkodą.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Infografiki
Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!
Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.
Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.
Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.
Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.
Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.
Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.
Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.
Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.
Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.
Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.
Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.
Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.
Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.
Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?
Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.
Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...
Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.
Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.
Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.
Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...
Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.
Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?
Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.
Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.
Pożyczka
Łatwość uzyskania dodatkowych środków finansowych nie oznacza jednak, że każda oferta będzie korzystna. Im szybciej podejmowana jest decyzja, tym większe ryzyko przeoczenia kosztów, warunków spłaty lub innych ważnych informacji.
Pożyczka może być pomocnym rozwiązaniem, ale warto pamiętać, że poszczególne oferty mogą znacząco się od siebie różnić. Inaczej wygląda pożyczka udzielana przez bank lub SKOK, inaczej przez instytucję pożyczkową, a jeszcze inaczej przez osobę prywatną. Różnice dotyczą nie tylko zasad udzielania, ale także kosztów, poziomu ochrony oraz odpowiedzialności stron.
W ramach tego tematu pokażemy ci więc, jak podejść do kwestii zaciągania pożyczek w sposób bardziej świadomy. Wyjaśnimy, odsetki i koszty pozaodsetkowe wpływają na całkowity koszt pożyczki.
Dowiesz się również, czym jest Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO) i dlaczego pomaga porównywać różne oferty pożyczek. Przyjrzymy się najważniejszym elementom umowy oraz dokumentom przekazywanym przed jej zawarciem, aby łatwiej było zrozumieć warunki, na które się zgadzasz.
Wyjaśnimy ci także, jak ocenić wiarygodność instytucji pożyczkowej i na co zwracać uwagę przed podjęciem decyzji o jej zaciągnięciu. Pokażemy również jak sprawdza się, czy firma znajduje się w rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego.
Poruszymy temat odpowiedzialnego korzystania z pożyczek oraz problemów ze spłatą zobowiązań. Dowiesz się, gdzie można szukać wsparcia i jakie działania mogą pomóc uporządkować sytuację finansową, gdy pojawią się trudności w jej spłacie.
Dzięki temu łatwiej będzie Ci korzystać z pożyczek w sposób bardziej bezpieczny, świadomy i dopasowany do własnych możliwości finansowych.
Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Szybka decyzja, minimum formalności i pieniądze dostępne niemal od ręki, czyli oferta jak złoto. Pamiętaj jednak, że łatwość uzyskania pożyczki nie mówi nic o jej kosztach ani warunkach. To znajdziesz w umowie, a jeśli jej nie przeczytasz, możesz słono przepłacić… Jakie błędy bywają kosztowne?
● Po pierwsze: Koszty pozaodsetkowe i RRSO. Pożyczka może zachęcać bardzo niskim oprocentowaniem, ale jej prawdziwy koszt generują koszty pozaodsetkowe, na przykład prowizja za udzielenie pożyczki. Wskaźnikiem, który pokazuje całkowity roczny koszt i pozwala porównać ze sobą oferty, jest RRSO. Jeśli go ignorujesz, kupujesz kota w worku.
● Po drugie: Podpisywanie dokumentów w ciemno. Branie pożyczki tylko dlatego, że „dają od ręki”, bez przeczytania i zrozumienia warunków umowy, to duże ryzyko. Przed podjęciem decyzji sprawdź, czy firma znajduje się w rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego.
● Po trzecie: Brak planu spłaty i ignorowanie sygnałów. Zanim podpiszesz umowę, zastanów się z czego spłacisz zobowiązanie. Jeśli pojawiają się trudności, nie czekaj na cud – to sygnał do natychmiastowej reakcji – jak najszybciej skontaktuj się z pożyczkodawcą i omów możliwe rozwiązania.
A Ty? Znasz mechanizmy „łatwych pieniędzy” i jeśli ktoś kusi cię takim hasłem jesteś szczególnie czujny? Sięgaj po pożyczki wyłącznie wtedy, gdy są ci absolutnie niezbędne i masz stuprocentową pewność, że twój miesięczny budżet udźwignie nowy ciężar.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Obejrzyj film
Ulotka w skrzynce pocztowej, ogłoszenie na słupie, reklama w internecie z hasłem „pieniądze od ręki”. W sytuacji nagłej potrzeby finansowej łatwo ulec pokusie. Zanim jednak zdecydujesz się na pożyczkę, sprawdź wiarygodność pożyczkodawcy i warunki oferty.
Wiarygodna firma gra w otwarte karty: jasno informuje o kosztach, bada zdolność kredytową i umożliwia odstąpienie od umowy w ciągu 14 dni. Nieuczciwe podmioty stosują zawiłe kruczki, byle ominąć ustawowe limity kosztów pożyczki. Jak prześwietlić firmę przed podpisaniem umowy?
● Podstawa, czyli Rejestr KNF. Zanim podasz swoje dane, wejdź do Rejestru Instytucji Pożyczkowych prowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Legalna firma musi mieć oznaczenie „Wpisany”. Brak wpisu oznacza nielegalną działalność – natychmiast zerwij kontakt.
● Sprawdź ostrzeżenia UOKiK. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów regularnie publikuje ostrzeżenia przed podmiotami, które rażąco naruszają interesy klientów. Warto też sprawdzić opinie w sieci.
● Uważaj na brak weryfikacji. Slogany typu „Pożyczka bez Biura Informacji Kredytowej” czy „Gotówka od zaraz dla każdego” to mit. Ustawa o kredycie konsumenckim nakłada na firmy obowiązek badania historii kredytowej. Jeśli ktoś reklamuje brak oceny ryzyka, z pewnością odbije to sobie w ukrytych kosztach.
A Ty? Sprawdzasz legalność firmy przed podjęciem decyzji, czy wierzysz na słowo reklamowym obietnicom? Bądź świadomym konsumentem. Sprawdzenie wiarygodności firmy zajmuje chwilę – znajdź ją i bądź mądry przed szkodą.
Dbaj o finanse – to się opłaca!
Infografiki
Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!
Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.
Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.
Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.
Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.
Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.
Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.
Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.
Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.
Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.
Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.
Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.
Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.
Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.
Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?
Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.
Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...
Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.
Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.
Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.
Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...
Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.
Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?
Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.
Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.
Kalkulator procentu składanego
Zobacz różnicę między procentem prostym a składanym i sprawdź, jak rośnie kapitał w czasie.
Kalkulator poduszki bezpieczeństwa
Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.
Kalkulator budżetu osobistego
Wpisz dochody, wydatki i oszczędności a my policzymy, ile naprawdę zostaje Ci na koniec miesiąca.
Kalkulator odsetek
Policz, zanim otworzysz lokatę
Podtematy w tym temacie
Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony
Podtematy w tym temacie
Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony
Wypełnij ankietę
Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.
Wypełnij ankietę
Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.
Pytanie 1 z 5
(1 - Bardzo źle, 5 - Bardzo dobrze)
Pytanie 1 z 5
(1 - Bardzo źle, 5 - Bardzo dobrze)