Sfinansowano ze środków Funduszu Edukacji Finansowej, którego dysponentem jest Minister Finansów i Gospodarki. Realizatorem Zadania jest Fundacja Warszawski Instytut Bankowości.

Produkty trzeciego filaru emerytury

Produkty trzeciego filaru emerytury

Produkty trzeciego filaru emerytury

„Na emeryturę zacznę odkładać później”, „to rozwiązania dla osób z dużymi pieniędzmi” – takie przekonania wciąż są bardzo popularne, choć przecież produkty trzeciego filaru powstały właśnie po to, aby pomagać w stopniowym budowaniu dodatkowego zabezpieczenia finansowego na przyszłość. Nie wymagają dużego kapitału na start, tylko regularności i czasu.

Coraz więcej osób zastanawia się, czy emerytura z podstawowego systemu ZUS będzie wystarczająca do utrzymania oczekiwanego poziomu życia. W takiej sytuacji warto poznać rozwiązania, które pozwalają samodzielnie odkładać środki na przyszłość i stopniowo budować dodatkowy kapitał.

W ramach tego tematu pokażemy ci, jakie rozwiązania wchodzą w skład trzeciego filaru i czym się między sobą różnią. Dowiesz się, czym są Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), a także jakie zasady obowiązują przy korzystaniu z tych form oszczędzania. Wyjaśnimy również, jak działają Pracownicze Programy Emerytalne (PPE) oraz Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) i jakie znaczenie mają dla osób zatrudnionych na etacie.

Zobaczysz, jakie są różnice między rozwiązaniami indywidualnymi a tymi związanymi z twoim miejscem pracy. Dzięki temu łatwiej będzie ci ocenić, które opcje mogą odpowiadać twoim potrzebom i jak można je łączyć w praktyce.

Przyjrzymy się także Ogólnoeuropejskiemu Indywidualnemu Produktowi Emerytalnemu (OIPE) i wyjaśnimy, czym różni się od pozostałych rozwiązań oraz jakie daje możliwości osobom planującym długoterminowe oszczędzanie.

Poruszymy również temat korzyści związanych z długoterminowym odkładaniem pieniędzy. Dowiesz się, jakie znaczenie dla wysokości gromadzonych środków mogą mieć preferencje podatkowe dostępne w wybranych produktach oraz dlaczego regularne wpłaty często są ważniejsze niż jednorazowe, wysokie kwoty.

Zwrócimy także uwagę na to, jak podejść do wyboru konkretnej formy oszczędzania i inwestowania na emeryturę i na jakie elementy warto zwrócić uwagę przed podjęciem decyzji. Dzięki temu łatwiej unikniesz przypadkowych wyborów i dopasujesz sposób oszczędzania do własnej sytuacji oraz planów na przyszłość.

Pozwoli ci to lepiej zrozumieć dostępne możliwości i podjąć świadome decyzje dotyczące budowania dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego.

Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Obejrzyj film

Produkty trzeciego filaru – fakty vs mity

Transkrypcja filmu

Prywatne odkładanie na emeryturę nie ma sensu. To dla bogaczy, a inflacja i tak wszystko zje. IKE, IKZE, PPE, PPK – co właściwie znaczą i jak działają?

Wokół emerytalnego trzeciego filaru narosło dużo mitów, które mogą zniechęcać do dbania o własną przyszłość. Czas oddzielić finansowe mity od faktów.

● Mit nr 1 – Małe kwoty nie robią różnicy. Fakt: regularne odkładanie nawet niewielkich sum pozwala budować kapitał.

● Mit nr 2 – Wszystkie produkty emerytalne są takie same. To nie prawda! Poszczególne rozwiązania różnią się zasadami działania, kosztami i potencjalnymi korzyściami, dlatego nie ma jednego produktu odpowiedniego dla każdego.

● Mit nr 3 – Ulgi podatkowe w trzecim filarze to mało istotny detal. Fakt: korzyści wspierające długoterminowe oszczędzanie na emeryturę to preferencje podatkowe dostępne w niektórych produktach, czy możliwość odliczenia wpłat od dochodu w rocznym PIT.

● Mit nr 4 – Przeświadczenie, że idealny produkt można wybrać w pięć minut. Zanim podejmiesz decyzję, sprawdź, jakie są zasady korzystania z danego rozwiązania, jakie oferuje korzyści i jakie są ograniczenia. To, co sprawdzi się u jednej osoby, nie musi być najlepszym wyborem dla innej.

A Ty? Masz już aktywne konto IKE lub IKZE, czy zakładasz, że jesień życia cię nie dotyczy? W trzecim filarze nie liczy się to, czy dysponujesz dużym kapitałem. Kluczowa jest systematyczność i czas, który dasz swoim pieniądzom na stabilny wzrost.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Obejrzyj film

PPK, czyli zrób to dziś!

Transkrypcja filmu

Czy jest sposób na oszczędzanie, w którym nie odkładasz pieniędzy wyłącznie z własnej kieszeni? Tak. W Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) do Twoich wpłat dokłada się pracodawca, a program przewiduje również dopłaty ze strony państwa.

Zasada jest prosta: Ty odkładasz minimum 2% pensji, pracodawca dokłada co najmniej 1,5%, a państwo dorzuca bonusy (250 zł na start i 240 zł co roku). Pieniądze trafiają na twoje prywatne konto i są inwestowane.

Oto 3 zasady, które musisz znać

  • 1. Automatyzm zapisu. Osoby, które nie ukończyły 55 lat i spełniają warunki udziału w programie, są zapisywane do PPK automatycznie. Rezygnując z udziału, tracisz możliwość korzystania z wpłat finansowanych przez pracodawcę oraz – po spełnieniu określonych warunków – z dopłat ze strony państwa.
  • 2. Środki z PPK możesz wykorzystać wcześniej. Choć PPK służy przede wszystkim oszczędzaniu na przyszłość, w określonych sytuacjach możesz skorzystać ze zgromadzonych środków wcześniej. W razie poważnego zachorowania możesz wypłacić do 25% zgromadzonych środków bez obowiązku ich zwrotu. Natomiast osoby, które nie ukończyły 45 lat, mogą wykorzystać do 100% środków na pokrycie wkładu własnego przy kredycie na zakup mieszkania lub budowę domu, pod warunkiem ich późniejszego zwrotu na rachunek PPK.
  • 3. Cena wcześniejszego wyjścia. Środki zgromadzone w PPK możesz wypłacić przed ukończeniem 60. roku życia, ale wiąże się to z określonymi konsekwencjami. W przypadku tzw. zwrotu środków nie otrzymasz dopłat od państwa, od wypracowanych zysków może zostać pobrany podatek od zysków kapitałowych, a 30% środków pochodzących z wpłat finansowanych przez pracodawcę zostanie przekazane na twoje konto w ZUS.

A Ty? Zostawiłeś aktywny zapis w PPK i pozwalasz pracodawcy dopłacać do twojej przyszłości, czy podpisałeś rezygnację pod wpływem mitów? PPK nie zastąpi podstawowej emerytury, ale stanowi jej uzupełnienie. To narzędzie, które pozwala pomnażać oszczędności przy realnym wsparciu szefa i państwa. Sprawdź swój status i podejmij decyzję. Zrób to dziś!

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Infografiki

Podcast wideo

Dlaczego warto prowadzić budżet osobisty - prof. Witold Orłowski

Transkrypcja filmu

Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!


Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.


Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.


Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.


Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.


Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.


Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.


Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.


Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.


Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.


Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.


Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.


Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.


Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.


Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?


Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.


Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...


Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.


Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.


Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.


Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...


Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.


Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?


Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.


Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.


Sprawdź nasze kalkulatory

Kalkulator odsetek

Kalkulator odsetek

Policz, zanim otworzysz lokatę

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.

Produkty trzeciego filaru emerytury

„Na emeryturę zacznę odkładać później”, „to rozwiązania dla osób z dużymi pieniędzmi” – takie przekonania wciąż są bardzo popularne, choć przecież produkty trzeciego filaru powstały właśnie po to, aby pomagać w stopniowym budowaniu dodatkowego zabezpieczenia finansowego na przyszłość. Nie wymagają dużego kapitału na start, tylko regularności i czasu.

Coraz więcej osób zastanawia się, czy emerytura z podstawowego systemu ZUS będzie wystarczająca do utrzymania oczekiwanego poziomu życia. W takiej sytuacji warto poznać rozwiązania, które pozwalają samodzielnie odkładać środki na przyszłość i stopniowo budować dodatkowy kapitał.

W ramach tego tematu pokażemy ci, jakie rozwiązania wchodzą w skład trzeciego filaru i czym się między sobą różnią. Dowiesz się, czym są Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), a także jakie zasady obowiązują przy korzystaniu z tych form oszczędzania. Wyjaśnimy również, jak działają Pracownicze Programy Emerytalne (PPE) oraz Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) i jakie znaczenie mają dla osób zatrudnionych na etacie.

Zobaczysz, jakie są różnice między rozwiązaniami indywidualnymi a tymi związanymi z twoim miejscem pracy. Dzięki temu łatwiej będzie ci ocenić, które opcje mogą odpowiadać twoim potrzebom i jak można je łączyć w praktyce.

Przyjrzymy się także Ogólnoeuropejskiemu Indywidualnemu Produktowi Emerytalnemu (OIPE) i wyjaśnimy, czym różni się od pozostałych rozwiązań oraz jakie daje możliwości osobom planującym długoterminowe oszczędzanie.

Poruszymy również temat korzyści związanych z długoterminowym odkładaniem pieniędzy. Dowiesz się, jakie znaczenie dla wysokości gromadzonych środków mogą mieć preferencje podatkowe dostępne w wybranych produktach oraz dlaczego regularne wpłaty często są ważniejsze niż jednorazowe, wysokie kwoty.

Zwrócimy także uwagę na to, jak podejść do wyboru konkretnej formy oszczędzania i inwestowania na emeryturę i na jakie elementy warto zwrócić uwagę przed podjęciem decyzji. Dzięki temu łatwiej unikniesz przypadkowych wyborów i dopasujesz sposób oszczędzania do własnej sytuacji oraz planów na przyszłość.

Pozwoli ci to lepiej zrozumieć dostępne możliwości i podjąć świadome decyzje dotyczące budowania dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego.

Z czasem znajdziesz tu więcej materiałów, które pomogą Ci lepiej zrozumieć ten temat w praktyce.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Obejrzyj film

Produkty trzeciego filaru – fakty vs mity

Transkrypcja filmu

Prywatne odkładanie na emeryturę nie ma sensu. To dla bogaczy, a inflacja i tak wszystko zje. IKE, IKZE, PPE, PPK – co właściwie znaczą i jak działają?

Wokół emerytalnego trzeciego filaru narosło dużo mitów, które mogą zniechęcać do dbania o własną przyszłość. Czas oddzielić finansowe mity od faktów.

● Mit nr 1 – Małe kwoty nie robią różnicy. Fakt: regularne odkładanie nawet niewielkich sum pozwala budować kapitał.

● Mit nr 2 – Wszystkie produkty emerytalne są takie same. To nie prawda! Poszczególne rozwiązania różnią się zasadami działania, kosztami i potencjalnymi korzyściami, dlatego nie ma jednego produktu odpowiedniego dla każdego.

● Mit nr 3 – Ulgi podatkowe w trzecim filarze to mało istotny detal. Fakt: korzyści wspierające długoterminowe oszczędzanie na emeryturę to preferencje podatkowe dostępne w niektórych produktach, czy możliwość odliczenia wpłat od dochodu w rocznym PIT.

● Mit nr 4 – Przeświadczenie, że idealny produkt można wybrać w pięć minut. Zanim podejmiesz decyzję, sprawdź, jakie są zasady korzystania z danego rozwiązania, jakie oferuje korzyści i jakie są ograniczenia. To, co sprawdzi się u jednej osoby, nie musi być najlepszym wyborem dla innej.

A Ty? Masz już aktywne konto IKE lub IKZE, czy zakładasz, że jesień życia cię nie dotyczy? W trzecim filarze nie liczy się to, czy dysponujesz dużym kapitałem. Kluczowa jest systematyczność i czas, który dasz swoim pieniądzom na stabilny wzrost.

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Obejrzyj film

PPK, czyli zrób to dziś!

Transkrypcja filmu

Czy jest sposób na oszczędzanie, w którym nie odkładasz pieniędzy wyłącznie z własnej kieszeni? Tak. W Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) do Twoich wpłat dokłada się pracodawca, a program przewiduje również dopłaty ze strony państwa.

Zasada jest prosta: Ty odkładasz minimum 2% pensji, pracodawca dokłada co najmniej 1,5%, a państwo dorzuca bonusy (250 zł na start i 240 zł co roku). Pieniądze trafiają na twoje prywatne konto i są inwestowane.

Oto 3 zasady, które musisz znać

  • 1. Automatyzm zapisu. Osoby, które nie ukończyły 55 lat i spełniają warunki udziału w programie, są zapisywane do PPK automatycznie. Rezygnując z udziału, tracisz możliwość korzystania z wpłat finansowanych przez pracodawcę oraz – po spełnieniu określonych warunków – z dopłat ze strony państwa.
  • 2. Środki z PPK możesz wykorzystać wcześniej. Choć PPK służy przede wszystkim oszczędzaniu na przyszłość, w określonych sytuacjach możesz skorzystać ze zgromadzonych środków wcześniej. W razie poważnego zachorowania możesz wypłacić do 25% zgromadzonych środków bez obowiązku ich zwrotu. Natomiast osoby, które nie ukończyły 45 lat, mogą wykorzystać do 100% środków na pokrycie wkładu własnego przy kredycie na zakup mieszkania lub budowę domu, pod warunkiem ich późniejszego zwrotu na rachunek PPK.
  • 3. Cena wcześniejszego wyjścia. Środki zgromadzone w PPK możesz wypłacić przed ukończeniem 60. roku życia, ale wiąże się to z określonymi konsekwencjami. W przypadku tzw. zwrotu środków nie otrzymasz dopłat od państwa, od wypracowanych zysków może zostać pobrany podatek od zysków kapitałowych, a 30% środków pochodzących z wpłat finansowanych przez pracodawcę zostanie przekazane na twoje konto w ZUS.

A Ty? Zostawiłeś aktywny zapis w PPK i pozwalasz pracodawcy dopłacać do twojej przyszłości, czy podpisałeś rezygnację pod wpływem mitów? PPK nie zastąpi podstawowej emerytury, ale stanowi jej uzupełnienie. To narzędzie, które pozwala pomnażać oszczędności przy realnym wsparciu szefa i państwa. Sprawdź swój status i podejmij decyzję. Zrób to dziś!

Dbaj o finanse – to się opłaca!

Infografiki

Podcast wideo

Dlaczego warto prowadzić budżet osobisty - prof. Witold Orłowski

Transkrypcja filmu

Kamil Kuć: Jest takie zjawisko paranormalne, które dotyka miliony Polaków: co miesiąc pieniądze znikają. No coś niesamowitego! Zarabiamy więcej niż pięć lat temu, a trzydziestego czy piątego już i tak zaglądamy na konto absolutnie z tym samym zdziwieniem – gdzie to się wszystko podziało? Po prostu tego nie ma. Wydaje mi się, że musi być jakieś lepsze wytłumaczenie niż: „no, zniknęło i tyle”. Ja nazywam się Kamil Kuć – Dbaj o finanse, a tego wyjaśnienia będę szukał razem z profesorem Witoldem Orłowskim – ekonomistą, nauczycielem akademickim i doradcą ekonomicznym. Dzień dobry!


Prof. Witold Orłowski: Dzień dobry, witam.


Kamil Kuć: Spróbujmy w takim razie rozwiązać tę zagadkę. Zarabiamy więcej, a pieniędzy nie przybywa. Kto jest sprawcą? Mam wrażenie, że ciągłe mówienie o inflacji w tym kontekście jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem: „nie mam pieniędzy, bo inflacja idzie, wszystko drożeje”. Tak naprawdę to nigdy my nie jesteśmy temu winni.


Prof. Witold Orłowski: No bo nie jesteśmy winni temu, oczywiście.


Kamil Kuć: No, nie jesteśmy winni inflacji.


Prof. Witold Orłowski: Ani temu, że pieniędzy jest zawsze mniej, niż by się chciało. Tutaj jest parę zjawisk. Oczywiście nie jestem psychologiem, ale mogę się domyślać. Po pierwsze, tych pieniędzy zawsze chciałoby się wydać więcej, niż się ma, prawda? Kuszą te rzeczy dookoła i zawsze pojawia się wrażenie, że tak jest.


Kamil Kuć: Powiedzmy szczerze, że tu praktycznie nie ma górnego limitu.


Prof. Witold Orłowski: Tu nie ma górnego limitu. Co więcej, druga strona tego zjawiska jest taka, że jak zarabiamy więcej, to jednocześnie na więcej nas stać, ale nigdy nie będziemy w stanie kupić wszystkiego, co chcemy. Kiedy mamy trochę więcej pieniędzy, rozglądamy się dalej i cały czas mówimy: „No, tych pieniędzy jest za mało”. No chyba że rzeczywiście ktoś nam je ukradł – może inflacja, bo mówią mi, że więcej zarabiam, a ja cały czas chciałbym jeszcze kupić to, to i to. I brakuje. Psychologowie mówią w tym kontekście o tak zwanych aspiracjach konsumpcyjnych: z jednej strony rosną nam dochody i zarabiamy więcej, ale z drugiej – jak już zarabiamy więcej, to mamy ochotę jeszcze więcej kupować. I w efekcie tych pieniędzy zawsze jest trochę mniej, niż wynosi nasza potrzeba.


Kamil Kuć: Świetnym przykładem jest to, że mamy na świecie milionerów i miliarderów. To nie jest tak, że oni przestają zarabiać pieniądze – cały czas chcą zarabiać więcej.


Prof. Witold Orłowski: O tym lepiej nie rozmawiajmy, bo chyba żaden z nas nie ma takich doświadczeń. Pytanie, czy jest w ogóle jakaś kwota dochodów, od której człowiek naprawdę może kupić już wszystko i staje się to raczej rodzajem sportu.


Kamil Kuć: Ale w dalszym ciągu gromadzi.


Prof. Witold Orłowski: No tak, jak ma dziesięć miliardów, to dlaczego ma nie mieć dwunastu i tak dalej? Wtedy to już jest kwestia innej satysfakcji. Ona oczywiście nie wynika już z samych towarów, które za to kupujemy, bo co więcej można kupić? Są po prostu ludzie, którzy mają ciąg do samego zarabiania pieniędzy.


Kamil Kuć: Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, że my jako ludzie po prostu lubimy wydawać pieniądze. Wydawanie stało się wręcz lekiem na wszystko: na zły humor, na nudę, na poczucie, że „dzisiaj sobie zasłużyłem, więc sprawię sobie prezent”. Mamy więc lek, na który receptę wypisujemy sobie sami, i działa absolutnie na wszystko. A te recepty się nie kończą, bo sami możemy je wystawiać.


Prof. Witold Orłowski: Możemy, póki starczy papieru – chociaż teraz są już elektroniczne. Z jednej strony jest w tym element normalności: sprawia nam satysfakcję kupowanie dóbr, które pomagają zaspokoić nasze potrzeby. Z drugiej strony pojawia się element już niekoniecznie związany z samym zaspokajaniem potrzeb. Zupełnie szczerze, nie chcę wymieniać marek samochodów, ale między dobrej klasy autem kosztującym 100 czy 150 tysięcy złotych a modelem superluksusowym za milion złotych naprawdę nie ma pięcio-, sześcio- czy siedmiokrotnej różnicy w jakości. Za te kolejne pieniądze dostaje się już bardzo niewiele. Ekonomiści zwracają uwagę, że ludzie wydają pieniądze nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę – bo przy nowym aucie za 150 tysięcy mają ją w pełni zaspokojoną – ale też dla prestiżu: żeby sąsiedzi zazdrościli, żeby lepiej się poczuć, dowartościować i tak dalej. Pieniądz i wydatki pełnią więc różną rolę. To nie jest tylko czyste zaspokajanie potrzeb. Czasem ludzie mówią: „Jest mi źle, muszę coś kupić, to na pewno poprawi mi się humor”. To są właśnie zakupy emocjonalne.


Kamil Kuć: Jak rozpoznać u siebie, że kupujemy emocjonalnie? Co zrobić, żeby się tego wystrzegać, a jednak dalej kupować, tylko rozważnie?


Prof. Witold Orłowski: Powiedziałbym tak: każdy może kupować to, co chce. Jeśli komuś strasznie zależy na samochodzie konkretnej marki, żeby sąsiedzi zazdrościli – w porządku, kupuje sobie prestiż. Natomiast wystrzegać należy się zakupów ponad własne możliwości, których nie powinno się robić, a robi się je tylko dlatego, że coś nas skusiło. To są zakupy powodowane impulsem. Coś nam się strasznie spodobało, kupujemy, wracamy do domu i dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie, po co właściwie to kupiliśmy.


Kamil Kuć: I w sumie nie było mnie na to stać...


Prof. Witold Orłowski: Właśnie: po pierwsze nie było nas stać, a po drugie okazuje się, że ta rzecz ani nie jest nam potrzebna, ani nie sprawia żadnej satysfakcji. Niezależnie od tego, ile ma się pieniędzy, trzeba zachować zdrowy rozsądek i starać się myśleć w trakcie zakupów. Zadać sobie pytanie: „Czy to jest mi na pewno potrzebne?”. Proszę zwrócić uwagę, że sklepy doskonale na tym korzystają. Przy kasach stoi cała masa drobiazgów, których normalnie byśmy nie kupili, ale kuszą, gdy stoimy w kolejce – ładnie wyglądają i są pod ręką. Handel wie, że często kupujemy pod wpływem impulsu.


Kamil Kuć: I często to wykorzystuje.


Prof. Witold Orłowski: Wykorzystuje to i specjalnie wystawia rzeczy podatne na taki impuls. Na co mi kolejna guma do żucia, skoro mam już trzy opakowania w samochodzie? Stoję przy kasie, ładnie wygląda, myślę: „Fajna ta guma, może już mi się skończyła w aucie? Wezmę na wszelki wypadek”. Trzeba się pilnować. Z powodu gumy do żucia nikt nie zbankrutuje, ale jeśli kupujemy w ten sposób bezrefleksyjnie, możemy grubo przesadzić. Guma to pestka, ale przecież idziemy do sklepu po sprzęt RTV. Wiemy, jakiej wielkości telewizor chcemy kupić, a sprzedawca mówi: „Proszę pana, po co taki? Tu jest 60 cali, a tamten model jeszcze sam gotuje i śpiewa piosenki w nocy”. Wielu z nas wpada w pułapkę: planujemy wydać, strzelam, dwa tysiące złotych, a wychodzimy ze sprzętem za pięć tysięcy, bo daliśmy się skusić kolejnymi bajerami. Warto robić zakupy na chłodno. Zanim damy się skusić, zapiszmy sobie, czego naprawdę potrzebujemy. Dotyczy to zarówno telewizora, jak i codziennych zakupów spożywczych – warto iść z listą, zamiast ulegać promocjom w stylu: „Kup trzy opakowania, będzie taniej”. Potem mąż wraca dumny: „Kupiłem trzy opakowania!”. „Ale po co nam trzy?”. „Bo było taniej”. Tyle że jedno wyrzucimy, bo się zmarnuje. Róbmy zakupy wtedy, kiedy nie jesteśmy podatni na impulsy wymykające się rozumowi. Zróbmy listę, zamiast dawać się wodzić za nos hasłami, że za kolejne 500 zł dostaniemy coś jeszcze.


Kamil Kuć: I tutaj chciałbym przejść do spokojnego planowania wydatków. Każdy z nas powinien mieć kontrolę nad swoimi finansami, żeby ograniczać zakupy emocjonalne i wydawać odpowiedzialnie. Mam jednak wrażenie, że hasło „prowadzenie budżetu domowego” brzmi trochę jak dieta: wiadomo, że trzeba, ale samo słowo psuje humor. Prowadzenie budżetu domowego... to jest taki kaganiec, który gdzieś tam...


Prof. Witold Orłowski: To w ogóle brzmi tak paskudnie: „budżet domowy”. Od razu wiadomo, że będzie ograniczanie, że będzie zaciskanie pasa.


Kamil Kuć: Tak. Czy da się to w ogóle odwrócić o 180 stopni, żeby ktoś podszedł do tego pozytywnie?


Prof. Witold Orłowski: Po pierwsze, nie nazywajmy tego budżetem domowym, tylko planem wydatków. Wtedy brzmi to znacznie lepiej i nie kojarzy się od razu z oszczędzaniem i ograniczaniem. Warto planować wydatki z różnych powodów. Jeśli planujemy wydatki i budżet, możemy na przykład rozpisać koszty ponoszone w dłuższym okresie, płacone w ratach czy raz do roku – jak ubezpieczenie samochodu. Wiemy dokładnie, kiedy nastąpi płatność, i jesteśmy na to przygotowani, zamiast być zaskoczonym faktem, że akurat w tym miesiącu mamy kumulację jednorazowych wydatków. Druga sprawa: to pozwala nam pilnować rozsądku. Mamy zaplanowany telewizor za trzy tysiące i jak idziemy do sklepu, to kupujemy za trzy tysiące – nawet jeśli sprzedawca przekonuje: „Proszę pana, tu jest model za siedem tysięcy, przeceniony o dwa tysiące, zrobi pan wspaniały interes”. Ostatecznie kupilibyśmy sprzęt za pięć tysięcy zamiast za trzy. Warto się zastanowić. Oszczędność jest cnotą i jeśli chcemy odłożyć na coś większego, na przykład na lipcowe wakacje, plan pozwala zapisać potrzebną kwotę i na nią odkładać, ograniczając inne wydatki. Choć z drugiej strony niewiele rodzin naprawdę siada z ołówkiem w ręku i robi taki plan wydatków.


Kamil Kuć: Powiem szczerze, sprawdziłem, ile osób wciąż zapisuje wydatki na kartce – w zeszycie i długopisem. Bo można to robić w Excelu, ale w zapisywaniu w zeszycie nie ma nic złego.


Sprawdź nasze kalkulatory

Kalkulator odsetek

Kalkulator odsetek

Policz, zanim otworzysz lokatę

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Kalkulator poduszki bezpieczeństwa

Poduszka finansowa przyda się każdemu — sprawdź, ile odłożyć i kiedy uda się ją zebrać.

Podtematy w tym temacie

Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony

Podtematy w tym temacie

Wybierz podtemat, aby przejść do odpowiedniej strony

Sprawdź pozostałe tematy

Podstawy systemu emerytalnego

Sprawdź

Zobacz wszystkie tematy

Sprawdź pozostałe tematy

Podstawy systemu emerytalnego

Sprawdź

Zobacz wszystkie tematy

Wypełnij ankietę

Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.

Wypełnij ankietę

Poświęć chwilę na krótką ocenę. Twoja opinia pomaga nam rozwijać materiały i lepiej dopasowywać treści do potrzeb odbiorców.

Sfinansowano ze środków Funduszu Edukacji Finansowej, którego dysponentem jest Minister Finansów i Gospodarki. Realizatorem Zadania jest Fundacja Warszawski Instytut Bankowości.

Otwiera zewnętrzny link.